środa, 19 października 2016

JEDEN DZIEŃ Z (MOJEGO) ŻYCIA...

Dziękuję Blogerce prowadzącej blog: Miłość do czytania za motywację do tego, bym na chwilę przystanęła i najzwyczajniej w świecie opisała jeden dzień ze swojego życia.

A było to tak...

Czuję jakiś bliżej niezidentyfikowany impuls, który przenika ciało, skłaniając mój mózg do myślenia. Powoli świadomość powraca. Otwieram oczy. Jest środek tygodnia i nie ma mowy, żebym miała jeszcze chwilę na spokojne rozbudzenie się. Mimo wewnętrznego buntu, powoli podnoszę się z łóżka i, sunąc noga za nogą, wchodzę do łazienki. Ciepły prysznic szybko przywraca mnie do rzeczywistości. Pełna energii budzę resztę rodziny...

Godzinę później śpieszę do pracy. Poranne słońce przypomina mi o minionych wakacjach. Wspominam je z rozrzewnieniem i stwierdzam fakt, że Polskie Tatry są zjawiskowe. Ani na moment nie zatrzymuję się. Muszę zdążyć na czas...


W pracy szaleństwo. Nie mam czasu wypić kawy. Próbuję się jakoś odnaleźć w gąszczu oczekiwań szefa i wciąż mam nieodparte przeświadczenie, że o czymś zapomniałam. 

Gdy wreszcie zamykam za sobą drzwi, ciągle mam w torebce drugie śniadanie, które rano przygotował dla mnie mąż. Nim wyszłam z domu, nie omieszkał wspomnieć, że podczas urlopu przyrzekłam, że zacznę o siebie dbać i regularnie jeść posiłki. Cóż, może jutro pójdzie mi lepiej i dotrzymam obietnicy...



Wchodzę do sklepu. Moja ulubiona sprzedawczyni, jak zwykle uśmiechnięta, żartuje, że wyglądam, jakbym przed chwilą miała bliskie spotkanie z ciężarówką. Wyjaśniam, że miałam ciężki dzień w pracy. Kiwa głową ze zrozumieniem, po czym wybiera i podaje mi najładniejszy kawałek karkówki. Nielicha nagroda. Wzdycham i płacę rachunek...

Mięso cicho skwierczy na tłuszczu, gdy wracają pozostali domownicy. Słucham ich opowieści o szkole, choć w duchu marzę o chwili ciszy... 

Najlepiej potrafię odpoczywać psychicznie, gdy pracuję fizycznie, dlatego drepcę po schodach do garderoby, gdzie rozstawiam deskę do prasowania i robię rozgrzewkę, naciskając na przycisk uwalniający parę wodną. Biała chmura w mgnieniu oka znika, a ja ruszam do boju...

Szybko okazuje się, że nie udało mi się wykpić i teraz nie tylko prasuję, ale jednocześnie bawię się z córką w przedszkole, w którym pracuję jako kucharka i właśnie przygotowałam bardzo niesmaczny podwieczorek, który wszystkie dzieci postanowiły wyrzucić na podłogę. Nie zwracają uwagi na moje prośby, nie poddają się groźbom. Jestem bezradna...

Czuję się wykończona. Całuję córkę na dobranoc...

Ostatnia próba relaksu. Biorę do ręki książkę. Kładę się do łóżka i ... 

Budzę się rano...


4 komentarze:

  1. Statystyczny dzień matki, żony, pracownika prawie idealnego, kucharki, sprzątaczki i tak wymieniać można bez końca... ;) Świetnie napisane Anetko, przeczytałam z uśmiechem i pewną nostalgią, ileż w tym życiowej prawdy - codzienność bywa przytłaczająca, a jednak bez tego wiru trudno byłoby być szczęśliwym :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba masz rację. Świat pędzi do przodu i nie pozwala nam na moment zwolnić, a jednak dajemy radę i codziennie wpadamy w wir zajęć. Wytrwałości - tego nam wszystkim życzę :)

      Usuń
  2. Dzień z życia kobiety, Anetko jak dobrze mi to znane ... zaganianie, pośpiech i ... najważniejsze to odnaleźć tą równowagę w przyrodzie - uspokoić chaos swoją pasją.. Ja uwielbiam pisać wiersze i robić zdjęcia - takie chwile wyciszają mnie i dają siły do dalszych działań :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Życzę nami Tobie i sobie spokoju i wytrwałości w realizacji własnych pasji :)

      Usuń

Drogi Czytelniku, dziękuję za odwiedziny. Będzie mi miło, jeśli pozostawisz tu kilka życzliwych dla mnie słów :)