Właśnie skończyłam czytać powieść pt.: Muzyka fal Sary MacDonald i choć o muzyce ani słowa, to dałam się ponieść falom morza oblewającego piękną i aromatyczną Kornwalię.
Autorka w ciekawy sposób przeplata teraźniejszość z tragiczną przeszłością bohaterów, która przez całe życie miała wpływ na wybory, jakich dokonywali. Kolejne strony odsłaniają mroczną tajemnicę starych, schorowanych ludzi, którzy zmierzyli się z okrucieństwami wojny. I choć powieści nie napisała Polka, to ukazane przez nią wydarzenia są bardzo realistyczne, niemal namacalne i wciąż wzbudzające emocje. Wystarczy jedno słowo: Oświęcim, aby moja wyobraźnia została uruchomiona, a ta powieść potwierdza te wyobrażenia.
Wydawać by się mogło, że czasy II wojny światowej za nami i demony powinny już dawno odejść w zapomnienie. Nic bardziej mylnego. Historia bowiem wciąż zatacza krąg i wciąż wybuchają kolejne konflikty. W tym kontekście gdzieś jakby na marginesie autorka "przemyca" informacje o konflikcie na Bałkanach i kolejnych czystkach etnicznych, nad którymi nikt nie był w stanie zapanować. Historia lubi się powtarzać.


Jeśli szukacie powieści, która ma głębsze przesłanie, skłania do refleksji i nie pozwala przejść obojętnie nad ludzką tragedią, to jest to idealny tekst.
Beznadziejna jest tylko okładka, która absolutnie nie potrafiła mnie zainteresować i uważam, że szpeci książkę...
Komentarze
Prześlij komentarz
Drogi Czytelniku, dziękuję za odwiedziny. Będzie mi miło, jeśli po swojej wizycie pozostawisz tu kilka życzliwych dla mnie słów :)