Pamiętacie, kiedy pisałam o powieści Sary MacDonald Muzyka fal, która mnie urzekła? Teraz sięgnęłam po drugą jej powieść zatytułowaną Chodź ze mną. Liczba stron rzeczywiście przyprawiła mnie o zawrót głowy. Raczej nie mam tyle czasu, by czytać ponad pół tysiąca stron, ale spróbowałam, mając w zanadrzu krótki urlop.
Zdenerwowałam się już po przeczytaniu pierwszego rozdziału, który, według mnie, zdradzał całą fabułę, a później spodziewałam się jedynie retrospekcji. Kolejne rozdziały czytałam z niezadowoleniem i brakiem wiary, że coś mnie jeszcze zaskoczy i zaciekawi. Ale nie odpuściłam, przekręcając kolejne strony.
Przyznam, że powieść mnie oczarowała ciekawą fabułą, świetnie skonstruowanymi postaciami Jenny i Ruth, które kiedyś były najlepszymi przyjaciółkami, ale los z nich zadrwił i niespodziewanie ich przyjaźń została zburzona niczym domek z kart. Po latach nieoczekiwanie bohaterki znowu się spotykają, a syn Ruth - Adam staje się łącznikiem między dwiema kobietami, które walczą o jego zainteresowanie, a może miłość...
Powieść pokazuje pustkę, zwątpienie, strach po stracie najbliższych, bez względu na to, czy umierają, czy opuszczają nas z różnych innych względów.
To wzruszająca historia młodych ludzi, którzy czasem zbyt "szybko żyją", by docenić szczęście z bycia razem i czerpać z tego pełnymi garściami... Czasem warto się zatrzymać i po prostu przytulić do człowieka, z którym dzielimy życie...
Komentarze
Prześlij komentarz
Drogi Czytelniku, dziękuję za odwiedziny. Będzie mi miło, jeśli po swojej wizycie pozostawisz tu kilka życzliwych dla mnie słów :)