To drugie moje spotkanie z twórczością Jojo Moyes. Po Srebrnej Zatoce, która mnie nie zachwyciła, tym razem w moje ręce trafiła jej najnowsza powieść Kiedy odszedłeś. Jej objętość sprawiła, że długa nie mogłam przysiąść do czytania, ale kiedy już zaczęłam, pochłonęłam ją w dwa dni.

Z drugiej strony powieść pokazuje, że człowiek, aby mógł normalnie funkcjonować potrzebuje celu w swoim życiu. Tylko wtedy jest w stanie przebudzić się z letargu i podjąć próbę działania, odrzucając skorupę, w której początkowo się zamknął.
W powieści jest wiele bardzo plastycznych opisów i choć osobiście nie przepadam ani za pisaniem ich, ani za ich czytaniem, to jednak wcale mi nie przeszkadzały. Przy tej okazji jednak zaczęłam się zastanawiać, jak wielka jest rola osoby tłumaczącej tekst, która musi wejść w klimat tworzony przez autora, by jak najbardziej wiarygodnie przetłumaczyć treść.
Powieść mnie wzruszyła, zaciekawiła, a zakończenie zaskoczyło. Jeszcze większą niespodzianką był dla mnie fakt, że to kontynuacja powieści Zanim się pojawiłeś... Dopiero w świetle tej wiedzy rozumiem, dlaczego tak mało informacji dotyczyło przeszłości bohaterki... Trudno. Pozbawiłam się możliwości przeczytania pierwszej części powieści, ale czekam na trzecią.
Mimo wszystko przeczytaj pierwszą część :) Ja natomiast muszę znaleźć odrobinę czasu, żeby sięgnąć po kontynuację ;)
OdpowiedzUsuńPolecam :)
UsuńWłaśnie czytam pierwszą część... Nie wiedziałam, że jest już też kontynuacja, ale teraz wiem, że na pewno po nią sięgnę, bo całkiem nieźle zżyłam się z bohaterką.
OdpowiedzUsuńJeśli tak, to warto sięgnąć po drugą część :)
Usuń