niedziela, 25 czerwca 2017

FRAGMENT "FINEZJI UCZUĆ"

"Finezja uczuć"
Rozdział I  
(fragment)

 - Co to za gbur, żeby mnie tak krytykować przy ludziach! – krzyknęła do męża.
- O czym ty mówisz?
- Ksiądz na mnie krzyczał z ambony!
- A dlaczego na ciebie? Przecież to Franek będzie miał komunię.
- No tak, ale niestety się spóźniliśmy, bo szef kazał mi dzwonić do wszystkich członków zarządu, żeby w jego imieniu przypomnieć im o planowanym na czwartek posiedzeniu rady nadzorczej. A poinformował mnie o tym oczywiście godzinę przed wyjściem z pracy. Wreszcie, kiedy skończyłam, w pośpiechu wybiegłam z biura i zabrałam tylko żakiet, ale zapomniałam wziąć z biurka kluczyki od samochodu i musiałam po nie wracać. Franka zabrałam prosto z treningu, ale nie mogłam przefrunąć nad samochodami wlokącymi się w korku. A ten myśli chyba, że w pracy piłam kawę i specjalnie się spóźniłam!
- Przesadzasz, pewnie zażartował z ciebie - skwitował Adam, który jak zwykle studził temperament swej żony.
- Ja przesadzam?! Tak mówisz, bo to na mnie wszyscy patrzyli z politowaniem! - nie dawała za wygraną.
- A ilu było rodziców z dziećmi?
- Nie wiem! Nie liczyłam!
- Pewnie, jak zwykle, w większości byli to dziadkowie, którzy nie pracują - spokojnie dokończył swą myśl.
Alicja milczała, analizując słowa męża, który raczej rzadko poddawał się emocjom i starał się w racjonalny sposób tłumaczyć ludzkie zachowania. Czuła się tam ośmieszona, choć w głębi duszy wiedziała, że nie zrobiła niczego złego. Przeciwnie, starała się tak zorganizować życie swojej rodziny, żeby wszystko funkcjonowało bez większych zarzutów, ale tylko ona wiedziała, ile ją to kosztowało nerwów.
Rano nigdy nie pozwalała sobie na to, aby budził ją dopiero drugi dzwonek budzika. Już po pierwszym wstawała i zaspana szła do Franka, budziła go i wspólnie szli do pokoju Antka. Kiedy chłopcy myli zęby, ona wskakiwała pod prysznic, żeby zmyć z siebie resztki snu, jednocześnie wydając polecenia synom, aby nie zapomnieli umyć twarzy i rąk. Adam skupiał się na własnej toalecie. Później szybko ubierała się w jeden z wielu garniturów, które była zobowiązana zakładać do biura. Zawsze jednak dbała o to, aby żakiet podkreślał jej nienaganna figurę, a spódniczka, choć sięgająca kolan, odsłaniała jej zgrabne nogi. Niski wzrost rekompensowała wysokimi szpilkami. Jeszcze dwa ruchy pędzla, którym delikatnie, acz w zdecydowany sposób kładła puder nadający twarzy świeżości. Tusz był zbędny, gdyż jej rzęsy były gęste i na tyle długie, że wyglądały niemal jak sztuczne. Ciemna oprawa niebieskich oczu subtelnie kontrastowała z delikatnymi rysami twarzy i miodowym kolorem włosów. Ponaglając domowników, schodziła do kuchni, żeby przygotować śniadanie.
Odwożeniem dzieci zajmował się Adam, który po drodze do banku, gdzie pracował od ukończenia studiów ekonomicznych, mijał podstawówkę chłopców. Franek, ich młodszy syn miał 9 lat i chodził do II klasy, a Antek był o 4 lata starszy i właśnie kończył szkołę podstawową.
Po absorbujących porankach energia Alicji nie spadała. W pośpiechu jechała samochodem do biura i już myślała o tym, czy dzisiaj szef pozwoli jej wyjść do domu o czasie, bo był to człowiek, który niekiedy nie rozumiał, czym jest życie rodzinne. Sam był rozwodnikiem i jak mawiał, jego miłością była praca. Niestety chciał tą miłością zarazić innych pracowników. Alicja miała zupełnie inną wizję miłości i obdarzała nią swego męża oraz synów, jednak nie mogła przeciwstawić się szefowi, gdyż w świadomości miała comiesięczne raty kredytu, jaki wzięli 12 lat temu, gdy podjęli z Adamem decyzję o budowie domku za miastem.
W końcu Alicja znowu się odezwała.
- Kretyn!
- Ej, przecież to nie ja ciebie wkurzyłem! – odgryzł się Adam.
- Ja nie o tobie, tylko o tym księdzu, który myśli, że może prawić kazania wtedy, kiedy chce. Co on wie o życiu? Idiota!
Wtedy też postanowiła, że postara się już nie rzucać w oczy księdzu i obchodzić go szerokim łukiem. Dzisiaj jednak obietnica odchodziła w zapomnienie, a czas działał na jej niekorzyść. Zostały jej jeszcze trzy faktury do wprowadzenia, a na zegarze było już grubo po 17. A przecież miała jeszcze wstąpić po Franka, który nie chciał zrezygnować z treningów aikido. Kolejny raz spojrzała na zegarek i postanowiła poprosić szefa, żeby pozwolił jej dokończyć pracę jutro. Szybko podniosła się zza biurka, ale nie zauważyła i potrąciła filiżankę z fusami po ostatniej kawie. Gdy się zorientowała, miała już na spódnicy plamę kształtem przypominającą Brazylię. Wściekła wpadła do łazienki. Szybko wyrwała trzy papierowe ręczniki i zaczęła je moczyć w wodzie, żeby wyczyścić plamę, ale nie udało się. Stwierdziła, że łatwiej jej będzie zdjąć spódnicę i wyprać ją w umywalce. Kiedy w końcu udało jej się to zrobić, otworzyły się drzwi do łazienki i do środka wszedł jej szef. Otworzył szeroko oczy ze zdziwienia, choć nie zdołał wydobyć z siebie żadnego dźwięku. Alicja zdrętwiała. Zażenowana zaczęła zakrywać się mokrą spódnicą, chlapiąc dookoła.
- Niezły performance – skwitował, szybko zamykając drzwi.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drogi Czytelniku, dziękuję za odwiedziny. Będzie mi miło, jeśli pozostawisz tu kilka życzliwych dla mnie słów :)