niedziela, 24 września 2017

FRAGMENT "MARZEŃ KALINY"

Rozdział I 

KALINA 

Bezkresne, smoliste niebo zdawało się mocno na nią napierać, skutecznie ograniczając jej przestrzeń. Bezkształtne, ciężkie chmury kłębiły się wokół niby wygłodniałe sępy, w każdej chwili gotowe do ataku. Przesycone potem powietrze zdawało się zaciskać swe amorficzne palce wokół jej gładkiej szyi, na której gołym okiem można było dostrzec przyśpieszony puls. Dziesiątki, setki, tysiące dłoni falowało wokół jej ciała targanego strachem, skupiając się wokół miejsca, które kurczowo starała się osłonić nagimi ramionami. Usiłowała przypomnieć sobie dotyk tych dłoni i miała wrażenie, że każdą z nich już kiedyś spotkała. 

Skuliła się tak mocno na łóżku, że czuła przeszywający ból mięśni, które protestowały, broniąc się przed naciskiem. Nie miało to dla niej znaczenia. Widziała, że jest jedyną osobą, która jest w stanie ochronić swój największy skarb. Jeszcze mocniej podkurczyła nogi, brodą dotykając kolan. Słony pot spływał stróżkami po jej gładkiej twarzy i wsiąkał w cienką, bawełnianą koszulę nocną, pozostawiając na niej mokre plamy, tworzące swoistą mozaikę. Chciała się ukryć pod kocem przed napastliwym dotykiem dłoni, ale nie wyczuwała go wokół siebie, dlatego miotała się po łóżku jak ryba nagle wyjęta z wody przez rybaka, który jeszcze nie podjął ostatecznej decyzji, czy ocali jej życie. 

Nagle poczuła lekkie szarpnięcie. Nie miała siły się dłużej bronić. Bezwolnie się poddała, czekając na kolejny impuls. Wtedy w oddali usłyszała głos: 

– Kalina, Kalina. Obudź się. Musisz otworzyć oczy. 

Niechętnie podniosła ociężałą powiekę. Półmrok rozjaśniał wątły strumień światła, sączącego się z lampki stojącej na stoliku nocnym tuż obok łóżka. Nieprzytomnym wzrokiem rozejrzała się wokół. Poznawała niedawno urządzoną sypialnię; postawiła na minimalizm i nie pozwoliła Kamilowi wnieść tu niczego oprócz wygodnego łóżka, dużej, zasłaniającej całą boczną ścianę szafy w kolorze śmietankowym oraz dwóch niepozornych szafek nocnych. Na nic zdały się głośne protesty mężczyzny, gdy twierdził, że nie ma gdzie ustawić swojego rowerka stacjonarnego, z którym najchętniej by się nie rozstawał. Kalina zdecydowanie zamknęła drzwi do sypialni, a sprzęt do ćwiczeń ostatecznie wylądował na balkonie. 

W  wiszącym naprzeciw łóżka lustrze dostrzegła swoje odbicie. Krótkie blond włosy były posklejane. Przyśpieszony oddech tłumaczył rumieńce pojawiające się na policzkach. Przesiąknięta potem koszula nocna przykleiła się do ciała, podkreślając chudość trzydziestodwuletniego ciała. Przenikliwe i rozbiegane piwne oczy błyszczały w napięciu. 

– Boże, jak się wystraszyłam – zaczęła, wyraźnie wyczerpana, przecierając twarz chusteczką higieniczną, która leżała na stoliku. – Dobrze, że to tylko sen. 

– Kolejny w tym tygodniu – stwierdził Kamil i wstał, żeby wyjąć z szafy świeżą piżamę. – Musisz się uspokoić, bo nerwy mogą ci jedynie zaszkodzić. 

– Boisz się, że zabraknie mi piżam? – zażartowała, choć wcale nie było jej do śmiechu. – Myślisz, że to takie proste zapanować nad snami? Jeśli wiesz, jak to zrobić, to mi powiedz, bo jak widzisz, sama tego nie potrafię. 

– Przestań się przejmować, inaczej zwariujesz, a już na pewno niczego nie przyśpieszysz ani w niczym to nie pomoże – tłumaczył, pomagając jej się przebrać. 

– Wiem, ale nie potrafię zapomnieć o swoich emocjami. – Zapięła guzki od piżamy. – Tak bardzo chciałabym już wiedzieć… 

***

6 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Już niedługo :) Napięcie trzeba dawkować ;)

      Usuń
  2. Świetne. Tak bardzo chciałbym wiedzieć co będzie dalej...
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  3. I co dalej �� pozostało czekać ��

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To tak jak z gotowaniem. Zapach nęci, a dopiero smak sprawia prawdziwą rozkosz podniebieniu ;)

      Usuń

Drogi Czytelniku, dziękuję za odwiedziny. Będzie mi miło, jeśli pozostawisz tu kilka życzliwych dla mnie słów :)