To moje drugie spotkanie z twórczością Pani Moniki Cieluch. Tym razem wybrałam powieść obyczajową, bo lubię poznawać historię kobiet, którym życie sypie piaskiem po oczach. A gdy przeczytałam opis, z którego wynikało, że to opowieść z życia wzięta, uznałam, że warto się w nią zagłębić.
Inka jest typową kurą domową, która dla dobra rodziny poświęciła dosłownie wszystko: własne ambicje, życie zawodowe, przyjaciół i spokój wewnętrzny. Liczyli się inni. Mąż bezrefleksyjnie brał to, co ofiarowała Inka i wciąż żądał więcej. Dzieci również nie dostrzegały zwichrowanego związku rodziców i oddanie matki uznawały za coś naturalnego. Wreszcie czara goryczy się przelała i Inka zaczyna dostrzegać stracone lata u boku tyrana. Wtedy powraca do rodzinnego miasta i tam szuka ukojenia w otoczeniu dawnych przyjaciół.
Akcja nabiera tempa, gdy na horyzoncie pojawia się dawna miłość Inki, więc oczekiwanie happy endu nie było niczym dziwnym. Gładko płyniemy przez dalszą część historii, kibicując tak przetyranej bohaterce.
Powieść w mojej subiektywnej ocenie:
Jakże się zdziwiłam, gdy przeczytałam ostatni fragment powieści! Tego naprawdę się nie spodziewałam. Fantastyczny zabieg, który pozostawił mnie oszołomioną i z mnóstwem pytań, na które mogą być różne odpowiedzi. I to jest właśnie niesamowite w tego rodzaju powieściach obyczajowych ocierających się o thriller psychologiczny.
Powieść "Szept w popiołach jutra" polecam czytelnikom lubiącym nieoczywiste rozwiązania sytuacji i oczekującym czegoś więcej po powieści obyczajowej.

Komentarze
Prześlij komentarz
Drogi Czytelniku, dziękuję za odwiedziny. Będzie mi miło, jeśli po swojej wizycie pozostawisz tu kilka życzliwych dla mnie słów :)