środa, 26 października 2016

NIE TYLKO MUZYCZNA UCZTA

Właśnie skończyłam czytać powieść pt.: Muzyka fal Sary MacDonald i choć o muzyce ani słowa, to dałam się ponieść falom morza oblewającego piękną i aromatyczną Kornwalię.

Autorka w ciekawy sposób przeplata teraźniejszość z tragiczną przeszłością bohaterów, która przez całe życie miała wpływ na wybory, jakich dokonywali. Kolejne strony odsłaniają mroczną tajemnicę starych, schorowanych ludzi, którzy zmierzyli się z okrucieństwami wojny. I choć powieści nie napisała Polka, to ukazane przez nią wydarzenia są bardzo realistyczne, niemal namacalne i wciąż wzbudzające emocje. Wystarczy jedno słowo: Oświęcim, aby moja wyobraźnia została uruchomiona, a ta powieść potwierdza te wyobrażenia.

Wydawać by się mogło, że czasy II wojny światowej za nami i demony powinny już dawno odejść w zapomnienie. Nic bardziej mylnego. Historia bowiem wciąż zatacza krąg i wciąż wybuchają kolejne konflikty. W tym kontekście gdzieś jakby na marginesie autorka "przemyca" informacje o konflikcie na Bałkanach i kolejnych czystkach etnicznych, nad którymi nikt nie był w stanie zapanować. Historia lubi się powtarzać. 

Jeśli szukacie powieści, która ma głębsze przesłanie, skłania do refleksji i nie pozwala przejść obojętnie nad ludzką tragedią, to jest to idealny tekst.

Beznadziejna jest tylko okładka, która absolutnie nie potrafiła mnie zainteresować i uważam, że szpeci książkę...

środa, 19 października 2016

JEDEN DZIEŃ Z (MOJEGO) ŻYCIA...

Dziękuję Blogerce prowadzącej blog: Miłość do czytania za motywację do tego, bym na chwilę przystanęła i najzwyczajniej w świecie opisała jeden dzień ze swojego życia.

A było to tak...

Czuję jakiś bliżej niezidentyfikowany impuls, który przenika ciało, skłaniając mój mózg do myślenia. Powoli świadomość powraca. Otwieram oczy. Jest środek tygodnia i nie ma mowy, żebym miała jeszcze chwilę na spokojne rozbudzenie się. Mimo wewnętrznego buntu, powoli podnoszę się z łóżka i, sunąc noga za nogą, wchodzę do łazienki. Ciepły prysznic szybko przywraca mnie do rzeczywistości. Pełna energii budzę resztę rodziny...

Godzinę później śpieszę do pracy. Poranne słońce przypomina mi o minionych wakacjach. Wspominam je z rozrzewnieniem i stwierdzam fakt, że Polskie Tatry są zjawiskowe. Ani na moment nie zatrzymuję się. Muszę zdążyć na czas...


W pracy szaleństwo. Nie mam czasu wypić kawy. Próbuję się jakoś odnaleźć w gąszczu oczekiwań szefa i wciąż mam nieodparte przeświadczenie, że o czymś zapomniałam. 

Gdy wreszcie zamykam za sobą drzwi, ciągle mam w torebce drugie śniadanie, które rano przygotował dla mnie mąż. Nim wyszłam z domu, nie omieszkał wspomnieć, że podczas urlopu przyrzekłam, że zacznę o siebie dbać i regularnie jeść posiłki. Cóż, może jutro pójdzie mi lepiej i dotrzymam obietnicy...



Wchodzę do sklepu. Moja ulubiona sprzedawczyni, jak zwykle uśmiechnięta, żartuje, że wyglądam, jakbym przed chwilą miała bliskie spotkanie z ciężarówką. Wyjaśniam, że miałam ciężki dzień w pracy. Kiwa głową ze zrozumieniem, po czym wybiera i podaje mi najładniejszy kawałek karkówki. Nielicha nagroda. Wzdycham i płacę rachunek...

Mięso cicho skwierczy na tłuszczu, gdy wracają pozostali domownicy. Słucham ich opowieści o szkole, choć w duchu marzę o chwili ciszy... 

Najlepiej potrafię odpoczywać psychicznie, gdy pracuję fizycznie, dlatego drepcę po schodach do garderoby, gdzie rozstawiam deskę do prasowania i robię rozgrzewkę, naciskając na przycisk uwalniający parę wodną. Biała chmura w mgnieniu oka znika, a ja ruszam do boju...

Szybko okazuje się, że nie udało mi się wykpić i teraz nie tylko prasuję, ale jednocześnie bawię się z córką w przedszkole, w którym pracuję jako kucharka i właśnie przygotowałam bardzo niesmaczny podwieczorek, który wszystkie dzieci postanowiły wyrzucić na podłogę. Nie zwracają uwagi na moje prośby, nie poddają się groźbom. Jestem bezradna...

Czuję się wykończona. Całuję córkę na dobranoc...

Ostatnia próba relaksu. Biorę do ręki książkę. Kładę się do łóżka i ... 

Budzę się rano...


niedziela, 16 października 2016

"PODRÓŻ NA OPIERIONA" OKIEM LAIKA...

Tak się ostatnio złożyło, że w moje ręce wpadły fabularyzowane biografie, w tym Vincenta van Gogha, Michała Anioła czy Zygmunta Freuda, dlatego powieść napisana przez Anetę Skarżyński doskonale wpisuje się w moje aktualne zainteresowania wyjątkowymi osobowościami z dziedziny kultury, sztuki czy nauki.

Fantastyczna podróż głównej bohaterki Anny - młodej dziewczyny stojącej na progu kariery (ma talent, umiejętności, zacięcie, wygląd i koligacje rodzinne, które mogą jej pomóc postawić pierwsze kroki w świecie sztuki) odwiedzającej wraz ze swym przewodnikiem kolejne planety zamieszkiwane przez wielkich artystów staje się przyczynkiem do filozoficznych rozważań narratora na temat talentu, sławy, ale również zazdrości, uporu i dziwactw towarzyszących nawet największym sławom. Jak się okazuje życie było jest i najpewniej będzie pełne intryg, walki o własne wpływy i interesy, ale przede wszystkim egoizmu, który pozbawia umiejętności racjonalnego myślenia i rzetelnej oceny sytuacji. 

Szczególnie zafascynowała mnie znajomość historii przez Autorkę, która bez zbędnego nadęcia czy wstydu pokazuje, jak wyglądało życie od kuchni najznamienitszych autorytetów w dziedzinie muzyki: Bacha, Beethovena, Vivaldiego czy Mozarta. Ich zachowanie, strój czy choroby, na które cierpieli uświadamiają, że byli zwykłymi śmiertelnikami, zmagającymi się z codziennymi troskami o to, co włożyć do garnka. Zazwyczaj wczesna śmierć przerywała ich świetnie zapowiadające się kariery, paradoksalnie jednak potrafiła się też przysłużyć temu, by ich sława została zwielokrotniona przez potomnych, a talent doceniony przez kolejne pokolenia melomanów.

Na koniec nie sposób nie wspomnieć o futurystycznych, pełnych napięcia, ale jednocześnie barwnych i przejmujących ilustracjach wykonanych przez Anetę Skarżyński, która postarała się, by dodatkowo wzbogacić treść i obudzić w Czytelniku chęć konfrontacji z własnymi wyobrażeniami Operiona.

Serdecznie dziękuję Anecie Skarżyński, która po raz drugi obdarzyła mnie zaufaniem i podarowała mi swoją powieść. Widocznie zbieżność imion nie jest przypadkowa :)





piątek, 14 października 2016

DO BOJU POLSKO!... ALE BEZE MNIE

Zgodnie z regułą, jakiej przestrzegam, najpierw sprawdź na własnej skórze, potem oceniaj, w tym tygodniu wybrałam się na mecz polskiej reprezentacji i jak się okazało, było to dla mnie nie lada wyzwanie...

Znalezione obrazy dla zapytania football match wallpaper
Może piłka nożna nie należy do moich ulubionych dyscyplin sportowych, ale czasem lubię obejrzeć mecz transmitowany przez telewizję. Nieraz trudno mi zrozumieć komentatorów i ich żargon, ale tłumaczę to tym, że jestem laikiem w materii sportu, więc pewnie dlatego niektóre konstrukcje zdań czy soczyste porównania wprawiają mnie w osłupienie. W związku z tym postanowiłam sprawdzić u źródła, jak można bawić się na meczu.

Tłum podrywających się z miejsc kibiców reagujących na każde uderzenie piłki, która zmierzała w stronę bramki. Krzyki i wyzwiska w stronę piłkarza, który nie trafił do bramki czy bramkarza, który przepuścił gola. Cieknące po schodach piwo rozlane przez dobrze "zawianego" kibica, choć dach stadionu był zamknięty. Oto, co kompletnie pozbawiło mnie chęci kolejnej eskapady na mecz piłkarski. 

Głos komentatora w każdej chwili można wyciszyć, wulgarnie zachowujących się pseudokibiców zdecydowanie, nie...