piątek, 27 października 2017

PIĄTEK Z CYTATEM: WSPOMNIENIA

Czym są wspomnienia? 

Pewnie dla każdego z nas czymś ważnym, czymś, co buduje naszą osobowość, sprawia, że nabieramy doświadczenia i próbujemy nie popełniać tych samych błędów, choć czasem jest to wyjątkowo trudne. 

zapewne każdy z nas ma wspomnienia, które najchętniej zakopałby gdzieś głęboko i nigdy do nich nie wracał. Walcząc z demonami przeszłości, niestety często zapominamy o teraźniejszości...

Elżbieta, bohaterka Marzeń Kaliny, tak bardzo była pochłonięta wydarzeniami z przeszłości, że nie zdążyła pomyśleć o tym, co tu i teraz... (fragment - KLIK)


czwartek, 26 października 2017

"MARZENIA KALINY" - O LENIE

 ROZDZIAŁ VI (fragment, s.247)


Kilka manekinów prezentowało jednoczęściowe kostiumy kąpielowe. Lena z zainteresowaniem popatrzyła na ich ceny i zrozumiała, dlaczego jej ówcześni opiekunowie tak bardzo się na nią wówczas wściekali.
– Może ten byłby dobry? – zaproponował Adam.
– Jakiego rozmiaru potrzebujesz? – zapytała ekspedientka, która wyglądała, jakby od dawna powinna być na emeryturze.
– Nie wiem – odpowiedziała zgodnie z prawdą.
– Spróbujmy z rozmiarem „S” – włączył się Adam.
– Tata pewnie ma rację. – Kobieta podała jej kostium. – Ale gdyby był za duży, to mamy ten sam model w rozmiarze „XS”. (...)
– Pasuje? – usłyszała głos kobiety. – Podać mniejszy?
– Wszystko w porządku. Zaraz wychodzę.
– Zapakować? – spytała kobieta, składając kostium.
– Nie, zaraz i tak będzie potrzebny – odezwał się Adam, wyjmując portfel. – Ile płacę?
– Klapki też doliczyć? – Ekspedientka kuła żelazo, póki gorące.
– Oczywiście – Adam położył na kontuarze dwa banknoty stuzłotowe.
– Bardzo proszę – odparła kobieta, wydając kilka monet reszty.
– Udanej zabawy. To pewnie prezent na Dzień Dziecka?
Grymas na twarzy Adam był oczywisty. Zamiast odpowiadać, wziął za rękę Lenę, która zdobyła się na głupkowaty uśmiech, i obydwoje wyszli na zewnątrz.
– Co za babsztyl – zdenerwował się, idąc w stronę kasy biletowej. – Jaka wścibska ropucha.

piątek, 20 października 2017

W LABIRYNCIE PYTAŃ - "MARZENIA KALINY"



Miałam plan, by układać konkursy dotyczące moich książek w kolejności ich wydania, ale okazało się, że Czytelnicy chcieli dowiedzieć się czegoś o tej powieści, która za chwilę ukaże się na rynku. Nie było rady :) Zmieniłam zamysł i oto 3 pytania, które wybrałam spośród tych, jakie pojawiły się pod postem konkursowym W LABIRYNCIE PYTAŃ. Oczywiście wszystkie były interesujące, ale musiałam wybrać...



Nagrody w postaci zakładek trafiają do autorek pytań, na które odpowiedziałam. 

Gratuluję i bardzo cieszę się, że padły tak ciekawe pytania, na które postaram się odpowiedzieć.





AGNIESZKA AGI MIL: Co zainspirowało Panią do napisania tej powieści?
Za każdym razem, kiedy siadam do pisania, chcę pokazać Czytelnikowi całkowicie nową historię w zupełnie innej odsłonie. Tym razem opisuję przygody dotyczące aż trzech głównych bohaterek, które nie znają się, a ich światy nie przenikają się. Bohaterki są w różnym wieku, zatem i ich problemy są zupełnie inne. Pojawia się nastolatka, która nie wierzy w siebie, jest samotna, choć tak bardzo potrzebuje miłości. Jest młoda, energiczna mężatka, która kocha swoją pracę, ale w pewnym momencie przestaje jej to wystarczać. Trzecia postać jest kobietą dojrzałą, dla której przeszłość wciąż pozostawia wiele niewiadomych...

JOANNA SZUSTAK: Czy Kalina ma coś wspólnego ze mną? Imię nawiązuje do nazwy rośliny, czyżby tak jak ja, była miłośniczką roślin?
Kalina mieszka w Warszawie, na dużym osiedlu i nie ma pięknego ogrodu z kwiatami, ale uwielbia przyrodę, dlatego często zagląda do pobliskiego parku, gdzie oprócz drzew, dostrzega kolorowe kwiaty, a głośno krzyczące kaczki, które są ozdobą niewielkiej sadzawki, karmi chlebem i rozmyśla nad własnymi marzeniami.

KINGA SALAMON: Dlaczego akurat imię Kalina? Dosyć intrygujące i oryginalne imię...
Wszystkie moje bohaterki mają w imieniu literę "l". Nie wiem, skąd się to wzięło. To chyba taka moja fanaberia, ale przy trzeciej książce zorientowałam się, że to ich, a zarazem moja cecha wspólna i tak już zostało. Oprócz Kaliny w tej serii pojawia się Lena i Elżbieta, i jak widać w każdym przypadku jest litera "l". 

niedziela, 15 października 2017

PRZYJAŹŃ Z BOHATERKĄ?

Dzisiaj postanowiłam napisać o tym, kim są dla mnie moi bohaterowie. Pewnie nie powiem nic odkrywczego, ale uważam ich za osoby w pewnym stopniu bliskie mi. Dlaczego? To proste...

Każda z moich bohaterek jest sumą moich własnych przeżyć, myśli, emocji, dlatego każda z nich jest mi bliska. Moje postaci mają wyraziste charaktery, twardo stąpają po ziemi i podejmują trudne decyzje. Takich ludzi podziwiam,  więc myślę, że nie miałabym problemu, aby z kimś takim zaprzyjaźnić się. W pewnym stopniu podziwiam każdą z nich...

Kiedy zaczynam pisać, w zasadzie cały czas towarzyszą mi moi bohaterowie. Czasem śmieję się, że to z nimi zasypiam i z ich obrazem przed oczyma budzę się. Ale nie myślcie, że nie potrafię skupić się na niczym innym ;)  Chodzi mi o to, że każdą wolną chwile poświęcam na dopracowanie szczegółów ich osobowości, tak by stali się wiarygodni dla Czytelnika.

poniedziałek, 9 października 2017

KRASIŃSKA W TOWARZYSTWIE MUSSO I GEORGE

Niedawno pisałam o podobieństwach okładek (klik). Najwidoczniej temat nie został wyczerpany, bo pojawiła się kolejna, na której znalazła się ta sam modelka. Dziewczyna rzeczywiście piękna, zatem nic dziwnego, że przyciągnęła wzrok wielu grafików odpowiedzialnych za tworzenie okładki. 

Wprawdzie wolałabym, żeby moja okładka była jak najbardziej oryginalna i Czytelnikowi kojarzyła się właśnie z moją twórczością, ale cóż mogę na to poradzić...

Wszystkie trzy są piękne, ale dla mnie to własnie "W sieci uczuć" jest wyjątkowa ;)


Za czujność i przesłanie zdjęcia dziękuję blogerce z NIE OCENIAM PO OKŁADKACH :)

piątek, 6 października 2017

COŚ O MNIE...

Właśnie zakończył się konkurs na blogu Nietypowe recenzje i jako, że dotyczył on moich książek, to organizatorka poprosiła, bym też coś napisała. Cóż było robić? Musiałam działać ;)

Wybrałam dwa zadania:

1. ZOSTAW WIADOMOŚĆ:

Jestem sumą myśli, przeżyć i emocji…

2. WYŚLIJ WIDOKÓWKĘ:

Kiedy rankiem otwieram oczy, budzi mnie świergot ptaków albo bitwa kawek na dachu mojego domu. Wtedy myślę, że to najlepsze miejsce, jakie mogłam wybrać do zamieszkania. Spokój, zapach łąki i cichy szelest liści. Leniwy poranek mógłby trwać w nieskończoność, jednak obowiązki wzywają…

Wyglądam przez okno i widzę łąkę falującą czerwienią. Od razu chce się żyć. Zasiadam na tarasie z filiżanką gorącej kawy i zaczynam się zastanawiać, czy potrzeba czegoś więcej do szczęścia. Chyba mogłabym tak trwać w nieskończoność…

Czasem trochę mnie drażni brak chodnika czy tylko jeden sklep w najbliższej okolicy, ale co tam, cisza jest bezcenna…

Niestety już niedługo koniec tej sielanki, bo tuż za oknem mam mieć… lotnisko!

środa, 4 października 2017

SMAKI I ZAPACHY W KONKURSIE LITERACKIM



Niedawno na blogu Nietypowe recenzje odbył się konkurs "Poznajmy się". 

Uczestnicy mieli do wyboru dwa spośród pięciu zadań literackich. Mało jest tak twórczych konkursów, dlatego serdecznie dziękuję wszystkim za udział, a nagrodzone prace chcę zaprezentować na blogu. Gratuluję zwyciężczyniom i podziwiam talent pisarski :) Niewiele osób potrafi tak pięknie pisać o uczuciach, zapachu i smaku...


1. MAŁGORZATA
Z PAMIĘTNIKA BEATY:  
  
Na wczorajszy wieczór miałam zaplanowaną randkę z Pawłem. Jak zwykle nie mogłam się doczekać. Wystrojona w seksowną, jedwabną sukienkę zapalałam właśnie świece, aby stworzyć nastrój, gdy usłyszałam dzwonek. Uśmiechnęłam się radośnie i pobiegłam do drzwi.

Kiedy je otworzyłam, zamarłam ze zdumienia. Nie mogłam uwierzyć, że to Paweł. Zawsze przychodził do mnie ubrany w obcisłe czarne dżinsy i koszulę w jakimś intensywnym kolorze. Wyglądał w nich tak obłędnie, że serce od razu zaczynało mi bić przyśpieszonym rytmem.

Teraz jednak, gdy patrzyłam na stojącego przed drzwiami obdartusa, miałam wrażenie, że śnię. Jego szare, drelichowe spodnie i kraciasta koszula przedstawiały tragiczny widok: brudne, uwalane w błocie... Niewiele lepiej prezentowała się zadrapana twarz. A jednak nie ulegało wątpliwości, że to Paweł.

- O Boże, co się stało? - zapytałam zdławionym głosem. - Miałeś wypadek?
- Tak, spadłem z roweru - wyjaśnił.
Zaprowadziłam go do pokoju i poszłam do łazienki po apteczkę. Nadal nie mogłam pojąć, jak doszło do tego, że jechał do mnie rowerem i do tego w takim nietypowym stroju. To do niego w ogóle nie pasowało!
- Zepsuł ci się samochód? - zapytałam.
Paweł wyglądał na zakłopotanego.
- Staram się nie używać pojazdów mechanicznych, ponieważ zwiększają emisję dwutlenku węgla - wyjaśnił.
- Co...?
- Jestem ekologiem. Zawsze przyjeżdżam do ciebie rowerem, a potem zostawiam go na parkingu przy tej kawiarni naprzeciwko i przebieram się w toalecie. Dzisiaj nie dałem rady...

Nie mogłam uwierzyć. Wprawdzie znam Pawła dopiero od dwóch tygodni i nigdy nie pytałam go, czym się zajmuje, ale zawsze wyobrażałam sobie, że robi coś ambitnego i świetnie zarabia. Tymczasem okazało się, że on jest nudnym ekologiem! W dodatku nosi beznadziejne ciuchy i jeździ rowerem!

Przez cały wieczór nie mogłam ukryć rozczarowania. Paweł też chyba stracił nastrój, nie wiem tylko, czy na skutek wypadku, czy mojej reakcji. W każdym razie romantyczny nastrój diabli wzięli!
                                                                                                

LIST :

Szanowna Pani Aneto,

Słyszałem, że jest Pani prawdziwym ekspertem w dziedzinie spraw uczuciowych, dlatego pozwalam sobie zwrócić się  do Pani z prośbą o radę.

Dwa tygodnie temu poznałem wspaniałą dziewczynę. Podobała mi się tak bardzo, że postanowiłem ukryć przed nią prawdę na swój temat. Wynikało to z moich wcześniejszych doświadczeń. Ilekroć przyznawałem się dziewczynom, że jestem ekologiem, nie mam prawa jazdy i zajmuję się ochroną ginących gatunków ptaków, patrzyły na mnie z lekceważeniem i szybko traciły zainteresowanie bliższą znajomością. Dlatego tym razem nic o sobie nie mówiłem. Co więcej, podtrzymywałem złudzenia Beaty, która chyba wyobrażała sobie, że pracuję w korporacji i świetnie zarabiam. Niestety wczoraj prawda przypadkowo wyszła na jaw. Rzecz jasna moja dziewczyna nie kryła rozczarowania. To chyba oznacza koniec naszej znajomości.

Szczerze mówiąc nie wiem już, co robić dalej. Nie chcę nikogo oszukiwać, lecz powiedzenie prawdy zniechęca do mnie dziewczyny. Czy naprawdę idealista nie ma w dzisiejszych czasach szansy na miłość? Czy mężczyzna jest oceniany tylko na podstawie stanowiska i zawartości portfela? Czy trzeba kłamać, aby wzbudzić czyjeś zainteresowanie?

Jest Pani moją ostatnią nadzieją. Proszę mi doradzić, co mam robić, gdy następnym razem się zakocham. Będę ogromnie wdzięczny za pomoc.
  Z poważaniem,
  Paweł Bartczak

2. ALEKSANDRA
ZOSTAW WIADOMOŚĆ:

Moja wiadomość, mam nadzieję, skłoniłaby do refleksji nad istotą życia i brzmiałaby tak:
Kto serca nie używa, umiera.

ZAPAKUJ SMAKI I ZAPACHY:

Jest wiele zapachów i smaków, które chciałabym Pani opisać. To zupełnie jak z tym powiedzeniem, pokaż mi swoje buty/ dłonie/ książki, a powiem ci, kim jesteś. Moim zdaniem ta reguła ma także zastosowanie do tego, co człowiek najbardziej upodobał sobie w jedzeniu. Wbrew pozorom nasze nawyki żywieniowe mogą wiele powiedzieć o nas samych, o tym, jakimi jesteśmy ludźmi.

I tak pragnę opowiedzieć Pani o moim pierwszym samodzielnym wypieku, pierwszym zmodyfikowanym przepisie i nowej domowej tradycji, bowiem odkąd pierwszy raz upiekłam te babeczki, moja rodzina, znajomi i sąsiedzi się w nich zakochali. Są to idealne „polepszacze humoru”, małe słodkie grzeszki, które umilają chwile spędzane w gronie najbliższych. Często bywają słodkim dodatkiem do prezentów lub same je stanowią zarówno, gdy jest okazja, i gdy jej akurat brak.

Piecze się je maksymalnie 25 minut (a przygotowuje może 15), ale już podczas ich robienia w cały domu unosi się intensywny zapach kakao i mlecznej czekolady. Są obłe i puszyste. I bardzooo czekoladowe. Zawsze pięknie wyrastają i kuszą swoim kształtem. Najpiękniej prezentują się w kolorowych papilotkach i lukrowej otoczce obsypanej błyszczącymi perełkami, mini groszkami czekoladowymi czy owocową posypką. Moje słowa może Pani skonfrontować ze zdjęciem, które załączam :)

Kiedyś moja koleżanka, która wpadła do mnie akurat w dzień pieczenia tych babeczek, zanim jeszcze ich spróbowała, stwierdziła, że ich zapach to odzwierciedlenie prawdziwego domu i miłości. Że one same pachną jak miłość :) To był chyba największy komplement, jaki zdarzyło mi się usłyszeć na temat moich kulinarnych podbojów. Ale jak tak się zastanowić, że rzeczywiście w tej intensywnej, czekoladowej woni babeczek można wyczuć nieśmiałe nuty serdeczności i radości, a może i miłości. Przecież piekę je nie dla siebie, ale dla radości bliskich mi osób. Jedzone w samotności nie smakują już tak dobrze a sprawdzałam to!

niedziela, 1 października 2017

G. GARGAŚ W MIŁOSNYM RYTMIE...

To chyba ostatnia recenzja video nagrana w tak sprzyjających warunkach pogodowych. Rzeczywiście trochę to trwało, zanim film o książce Gabrieli Gargaś pt.: Trudna miłość został zmontowany (nastolatkowie (montażyści) bywają kapryśni i zapominają o obietnicach złożonych biednej, utyranej matce ;) ). 

Póki co za oknem zimno, szaro i ponuro, więc mój videocast (chyba dobrze go określiłam) świetnie nadaje się do tego, by przypomnieć sobie minione lato, ciepło promieni słonecznych prześlizgujących się po naszych ciałach, zapach wiatru i elektryzujący szum liści...

Rozmarzyłam się, ale przy takiej scenerii nie mogło być inaczej :) 

Tradycyjnie czekam na wasze komentarze :)