niedziela, 15 października 2017

PRZYJAŹŃ Z BOHATERKĄ?

Dzisiaj postanowiłam napisać o tym, kim są dla mnie moi bohaterowie. Pewnie nie powiem nic odkrywczego, ale uważam ich za osoby w pewnym stopniu bliskie mi. Dlaczego? To proste...

Każda z moich bohaterek jest sumą moich własnych przeżyć, myśli, emocji, dlatego każda z nich jest mi bliska. Moje postaci mają wyraziste charaktery, twardo stąpają po ziemi i podejmują trudne decyzje. Takich ludzi podziwiam,  więc myślę, że nie miałabym problemu, aby z kimś takim zaprzyjaźnić się. W pewnym stopniu podziwiam każdą z nich...

Kiedy zaczynam pisać, w zasadzie cały czas towarzyszą mi moi bohaterowie. Czasem śmieję się, że to z nimi zasypiam i z ich obrazem przed oczyma budzę się. Ale nie myślcie, że nie potrafię skupić się na niczym innym ;)  Chodzi mi o to, że każdą wolną chwile poświęcam na dopracowanie szczegółów ich osobowości, tak by stali się wiarygodni dla Czytelnika.

poniedziałek, 9 października 2017

KRASIŃSKA W TOWARZYSTWIE MUSSO I GEORGE

Niedawno pisałam o podobieństwach okładek (klik). Najwidoczniej temat nie został wyczerpany, bo pojawiła się kolejna, na której znalazła się ta sam modelka. Dziewczyna rzeczywiście piękna, zatem nic dziwnego, że przyciągnęła wzrok wielu grafików odpowiedzialnych za tworzenie okładki. 

Wprawdzie wolałabym, żeby moja okładka była jak najbardziej oryginalna i Czytelnikowi kojarzyła się właśnie z moją twórczością, ale cóż mogę na to poradzić...

Wszystkie trzy są piękne, ale dla mnie to własnie "W sieci uczuć" jest wyjątkowa ;)


Za czujność i przesłanie zdjęcia dziękuję blogerce z NIE OCENIAM PO OKŁADKACH :)

piątek, 6 października 2017

COŚ O MNIE...

Właśnie zakończył się konkurs na blogu Nietypowe recenzje i jako, że dotyczył on moich książek, to organizatorka poprosiła, bym też coś napisała. Cóż było robić? Musiałam działać ;)

Wybrałam dwa zadania:

1. ZOSTAW WIADOMOŚĆ:

Jestem sumą myśli, przeżyć i emocji…

2. WYŚLIJ WIDOKÓWKĘ:

Kiedy rankiem otwieram oczy, budzi mnie świergot ptaków albo bitwa kawek na dachu mojego domu. Wtedy myślę, że to najlepsze miejsce, jakie mogłam wybrać do zamieszkania. Spokój, zapach łąki i cichy szelest liści. Leniwy poranek mógłby trwać w nieskończoność, jednak obowiązki wzywają…

Wyglądam przez okno i widzę łąkę falującą czerwienią. Od razu chce się żyć. Zasiadam na tarasie z filiżanką gorącej kawy i zaczynam się zastanawiać, czy potrzeba czegoś więcej do szczęścia. Chyba mogłabym tak trwać w nieskończoność…

Czasem trochę mnie drażni brak chodnika czy tylko jeden sklep w najbliższej okolicy, ale co tam, cisza jest bezcenna…

Niestety już niedługo koniec tej sielanki, bo tuż za oknem mam mieć… lotnisko!

środa, 4 października 2017

SMAKI I ZAPACHY W KONKURSIE LITERACKIM



Niedawno na blogu Nietypowe recenzje odbył się konkurs "Poznajmy się". 

Uczestnicy mieli do wyboru dwa spośród pięciu zadań literackich. Mało jest tak twórczych konkursów, dlatego serdecznie dziękuję wszystkim za udział, a nagrodzone prace chcę zaprezentować na blogu. Gratuluję zwyciężczyniom i podziwiam talent pisarski :) Niewiele osób potrafi tak pięknie pisać o uczuciach, zapachu i smaku...


1. MAŁGORZATA
Z PAMIĘTNIKA BEATY:  
  
Na wczorajszy wieczór miałam zaplanowaną randkę z Pawłem. Jak zwykle nie mogłam się doczekać. Wystrojona w seksowną, jedwabną sukienkę zapalałam właśnie świece, aby stworzyć nastrój, gdy usłyszałam dzwonek. Uśmiechnęłam się radośnie i pobiegłam do drzwi.

Kiedy je otworzyłam, zamarłam ze zdumienia. Nie mogłam uwierzyć, że to Paweł. Zawsze przychodził do mnie ubrany w obcisłe czarne dżinsy i koszulę w jakimś intensywnym kolorze. Wyglądał w nich tak obłędnie, że serce od razu zaczynało mi bić przyśpieszonym rytmem.

Teraz jednak, gdy patrzyłam na stojącego przed drzwiami obdartusa, miałam wrażenie, że śnię. Jego szare, drelichowe spodnie i kraciasta koszula przedstawiały tragiczny widok: brudne, uwalane w błocie... Niewiele lepiej prezentowała się zadrapana twarz. A jednak nie ulegało wątpliwości, że to Paweł.

- O Boże, co się stało? - zapytałam zdławionym głosem. - Miałeś wypadek?
- Tak, spadłem z roweru - wyjaśnił.
Zaprowadziłam go do pokoju i poszłam do łazienki po apteczkę. Nadal nie mogłam pojąć, jak doszło do tego, że jechał do mnie rowerem i do tego w takim nietypowym stroju. To do niego w ogóle nie pasowało!
- Zepsuł ci się samochód? - zapytałam.
Paweł wyglądał na zakłopotanego.
- Staram się nie używać pojazdów mechanicznych, ponieważ zwiększają emisję dwutlenku węgla - wyjaśnił.
- Co...?
- Jestem ekologiem. Zawsze przyjeżdżam do ciebie rowerem, a potem zostawiam go na parkingu przy tej kawiarni naprzeciwko i przebieram się w toalecie. Dzisiaj nie dałem rady...

Nie mogłam uwierzyć. Wprawdzie znam Pawła dopiero od dwóch tygodni i nigdy nie pytałam go, czym się zajmuje, ale zawsze wyobrażałam sobie, że robi coś ambitnego i świetnie zarabia. Tymczasem okazało się, że on jest nudnym ekologiem! W dodatku nosi beznadziejne ciuchy i jeździ rowerem!

Przez cały wieczór nie mogłam ukryć rozczarowania. Paweł też chyba stracił nastrój, nie wiem tylko, czy na skutek wypadku, czy mojej reakcji. W każdym razie romantyczny nastrój diabli wzięli!
                                                                                                

LIST :

Szanowna Pani Aneto,

Słyszałem, że jest Pani prawdziwym ekspertem w dziedzinie spraw uczuciowych, dlatego pozwalam sobie zwrócić się  do Pani z prośbą o radę.

Dwa tygodnie temu poznałem wspaniałą dziewczynę. Podobała mi się tak bardzo, że postanowiłem ukryć przed nią prawdę na swój temat. Wynikało to z moich wcześniejszych doświadczeń. Ilekroć przyznawałem się dziewczynom, że jestem ekologiem, nie mam prawa jazdy i zajmuję się ochroną ginących gatunków ptaków, patrzyły na mnie z lekceważeniem i szybko traciły zainteresowanie bliższą znajomością. Dlatego tym razem nic o sobie nie mówiłem. Co więcej, podtrzymywałem złudzenia Beaty, która chyba wyobrażała sobie, że pracuję w korporacji i świetnie zarabiam. Niestety wczoraj prawda przypadkowo wyszła na jaw. Rzecz jasna moja dziewczyna nie kryła rozczarowania. To chyba oznacza koniec naszej znajomości.

Szczerze mówiąc nie wiem już, co robić dalej. Nie chcę nikogo oszukiwać, lecz powiedzenie prawdy zniechęca do mnie dziewczyny. Czy naprawdę idealista nie ma w dzisiejszych czasach szansy na miłość? Czy mężczyzna jest oceniany tylko na podstawie stanowiska i zawartości portfela? Czy trzeba kłamać, aby wzbudzić czyjeś zainteresowanie?

Jest Pani moją ostatnią nadzieją. Proszę mi doradzić, co mam robić, gdy następnym razem się zakocham. Będę ogromnie wdzięczny za pomoc.
  Z poważaniem,
  Paweł Bartczak

2. ALEKSANDRA
ZOSTAW WIADOMOŚĆ:

Moja wiadomość, mam nadzieję, skłoniłaby do refleksji nad istotą życia i brzmiałaby tak:
Kto serca nie używa, umiera.

ZAPAKUJ SMAKI I ZAPACHY:

Jest wiele zapachów i smaków, które chciałabym Pani opisać. To zupełnie jak z tym powiedzeniem, pokaż mi swoje buty/ dłonie/ książki, a powiem ci, kim jesteś. Moim zdaniem ta reguła ma także zastosowanie do tego, co człowiek najbardziej upodobał sobie w jedzeniu. Wbrew pozorom nasze nawyki żywieniowe mogą wiele powiedzieć o nas samych, o tym, jakimi jesteśmy ludźmi.

I tak pragnę opowiedzieć Pani o moim pierwszym samodzielnym wypieku, pierwszym zmodyfikowanym przepisie i nowej domowej tradycji, bowiem odkąd pierwszy raz upiekłam te babeczki, moja rodzina, znajomi i sąsiedzi się w nich zakochali. Są to idealne „polepszacze humoru”, małe słodkie grzeszki, które umilają chwile spędzane w gronie najbliższych. Często bywają słodkim dodatkiem do prezentów lub same je stanowią zarówno, gdy jest okazja, i gdy jej akurat brak.

Piecze się je maksymalnie 25 minut (a przygotowuje może 15), ale już podczas ich robienia w cały domu unosi się intensywny zapach kakao i mlecznej czekolady. Są obłe i puszyste. I bardzooo czekoladowe. Zawsze pięknie wyrastają i kuszą swoim kształtem. Najpiękniej prezentują się w kolorowych papilotkach i lukrowej otoczce obsypanej błyszczącymi perełkami, mini groszkami czekoladowymi czy owocową posypką. Moje słowa może Pani skonfrontować ze zdjęciem, które załączam :)

Kiedyś moja koleżanka, która wpadła do mnie akurat w dzień pieczenia tych babeczek, zanim jeszcze ich spróbowała, stwierdziła, że ich zapach to odzwierciedlenie prawdziwego domu i miłości. Że one same pachną jak miłość :) To był chyba największy komplement, jaki zdarzyło mi się usłyszeć na temat moich kulinarnych podbojów. Ale jak tak się zastanowić, że rzeczywiście w tej intensywnej, czekoladowej woni babeczek można wyczuć nieśmiałe nuty serdeczności i radości, a może i miłości. Przecież piekę je nie dla siebie, ale dla radości bliskich mi osób. Jedzone w samotności nie smakują już tak dobrze a sprawdzałam to!

niedziela, 1 października 2017

G. GARGAŚ W MIŁOSNYM RYTMIE...

To chyba ostatnia recenzja video nagrana w tak sprzyjających warunkach pogodowych. Rzeczywiście trochę to trwało, zanim film o książce Gabrieli Gargaś pt.: Trudna miłość został zmontowany (nastolatkowie (montażyści) bywają kapryśni i zapominają o obietnicach złożonych biednej, utyranej matce ;) ). 

Póki co za oknem zimno, szaro i ponuro, więc mój videocast (chyba dobrze go określiłam) świetnie nadaje się do tego, by przypomnieć sobie minione lato, ciepło promieni słonecznych prześlizgujących się po naszych ciałach, zapach wiatru i elektryzujący szum liści...

Rozmarzyłam się, ale przy takiej scenerii nie mogło być inaczej :) 

Tradycyjnie czekam na wasze komentarze :)



wtorek, 26 września 2017

KRASIŃSKA KONTRA MUSSO?

Ostatnio na łamach Facebooka dyskutowaliśmy o tym, która z okładek moich książek podoba się Wam najbardziej. Zdania były podzielone i bardzo dobrze, bo dzięki temu właśnie każdy może zaleźć coś dla siebie. 


Jeżeli miałabym mówić o statystyce, to najwięcej osób wymieniło powieść "Szukając szczęścia". Rzeczywiście okładka jest w pewnym sensie oryginalna, ale przede wszystkim optymistyczna i przyjemna dla oka.

Ale niespodziewanie pojawiła się nowa informacja, jakoby okładka "W sieci uczuć" nawiązywała do okładki książki Musso "Uratuj mnie".


Nie trzeba być ekspertem, by stwierdzić, że na obydwu okładkach siedzi ta sama modelka. Zmieniło się jedynie tło i odrobinę poza dziewczyny. Tu nieskromnie zauważę, że na mojej okładce siedzi bardziej elegancko :)

Co poczułam, gdy się dowiedziałam o podobieństwie okładek? Chyba niedowierzanie i dziwną bliskość z autorem, którego twórczości dotychczas nie udało mi się poznać, choć słyszałam o niej wiele dobrego. To mnie na pewno zmotywuje do sięgnięcia po którąś z jego powieści. Ale okazuje się, że jest coś jeszcze, co nas łączy - zawód ;) Obydwoje jesteśmy nauczycielami :) Zbieg okoliczności?

niedziela, 24 września 2017

FRAGMENT "MARZEŃ KALINY"

Rozdział I 

KALINA 

Bezkresne, smoliste niebo zdawało się mocno na nią napierać, skutecznie ograniczając jej przestrzeń. Bezkształtne, ciężkie chmury kłębiły się wokół niby wygłodniałe sępy, w każdej chwili gotowe do ataku. Przesycone potem powietrze zdawało się zaciskać swe amorficzne palce wokół jej gładkiej szyi, na której gołym okiem można było dostrzec przyśpieszony puls. Dziesiątki, setki, tysiące dłoni falowało wokół jej ciała targanego strachem, skupiając się wokół miejsca, które kurczowo starała się osłonić nagimi ramionami. Usiłowała przypomnieć sobie dotyk tych dłoni i miała wrażenie, że każdą z nich już kiedyś spotkała. 

Skuliła się tak mocno na łóżku, że czuła przeszywający ból mięśni, które protestowały, broniąc się przed naciskiem. Nie miało to dla niej znaczenia. Widziała, że jest jedyną osobą, która jest w stanie ochronić swój największy skarb. Jeszcze mocniej podkurczyła nogi, brodą dotykając kolan. Słony pot spływał stróżkami po jej gładkiej twarzy i wsiąkał w cienką, bawełnianą koszulę nocną, pozostawiając na niej mokre plamy, tworzące swoistą mozaikę. Chciała się ukryć pod kocem przed napastliwym dotykiem dłoni, ale nie wyczuwała go wokół siebie, dlatego miotała się po łóżku jak ryba nagle wyjęta z wody przez rybaka, który jeszcze nie podjął ostatecznej decyzji, czy ocali jej życie. 

Nagle poczuła lekkie szarpnięcie. Nie miała siły się dłużej bronić. Bezwolnie się poddała, czekając na kolejny impuls. Wtedy w oddali usłyszała głos: 

– Kalina, Kalina. Obudź się. Musisz otworzyć oczy. 

Niechętnie podniosła ociężałą powiekę. Półmrok rozjaśniał wątły strumień światła, sączącego się z lampki stojącej na stoliku nocnym tuż obok łóżka. Nieprzytomnym wzrokiem rozejrzała się wokół. Poznawała niedawno urządzoną sypialnię; postawiła na minimalizm i nie pozwoliła Kamilowi wnieść tu niczego oprócz wygodnego łóżka, dużej, zasłaniającej całą boczną ścianę szafy w kolorze śmietankowym oraz dwóch niepozornych szafek nocnych. Na nic zdały się głośne protesty mężczyzny, gdy twierdził, że nie ma gdzie ustawić swojego rowerka stacjonarnego, z którym najchętniej by się nie rozstawał. Kalina zdecydowanie zamknęła drzwi do sypialni, a sprzęt do ćwiczeń ostatecznie wylądował na balkonie. 

W  wiszącym naprzeciw łóżka lustrze dostrzegła swoje odbicie. Krótkie blond włosy były posklejane. Przyśpieszony oddech tłumaczył rumieńce pojawiające się na policzkach. Przesiąknięta potem koszula nocna przykleiła się do ciała, podkreślając chudość trzydziestodwuletniego ciała. Przenikliwe i rozbiegane piwne oczy błyszczały w napięciu. 

– Boże, jak się wystraszyłam – zaczęła, wyraźnie wyczerpana, przecierając twarz chusteczką higieniczną, która leżała na stoliku. – Dobrze, że to tylko sen. 

– Kolejny w tym tygodniu – stwierdził Kamil i wstał, żeby wyjąć z szafy świeżą piżamę. – Musisz się uspokoić, bo nerwy mogą ci jedynie zaszkodzić. 

– Boisz się, że zabraknie mi piżam? – zażartowała, choć wcale nie było jej do śmiechu. – Myślisz, że to takie proste zapanować nad snami? Jeśli wiesz, jak to zrobić, to mi powiedz, bo jak widzisz, sama tego nie potrafię. 

– Przestań się przejmować, inaczej zwariujesz, a już na pewno niczego nie przyśpieszysz ani w niczym to nie pomoże – tłumaczył, pomagając jej się przebrać. 

– Wiem, ale nie potrafię zapomnieć o swoich emocjami. – Zapięła guzki od piżamy. – Tak bardzo chciałabym już wiedzieć… 

***

piątek, 22 września 2017

PIĄTEK Z CYTATEM: DECYZJE

Często jest nam trudno na coś się zdecydować. Miotamy się, szukając najlepszego wyjścia. Pukamy do kolejnych drzwi w poszukiwaniu nowych wyzwań i innych emocji. Czasem w tych poszukiwaniach zatracamy się, zapominając o tym, co najważniejsze, o tym co było nadrzędnym celem. 

A gdy przychodzi refleksja, jest już za późno na zmiany... Dlatego czasem po prostu trzeba odpuścić, by zacząć naprawdę żyć.



niedziela, 17 września 2017

KIM JEST KALINA?

Kalina Majchrzak to główna bohaterka powieści Marzenia Kaliny - młoda mężatka, która uwielbia dzieci, dlatego zdecydowała się podjąć pracę w przedszkolu. Ma kochającego męża i własny dach nad głową. Wydawać by się mogło, że nic więcej nie potrzeba młodym ludziom do szczęścia. Nic bardziej mylnego. Kalina marzy o byciu matką, zaś los odma iw jej tego przywileju. Z miesiąca na miesiąc ogarnia ją coraz większa rozpacz. Kolejne wizyty u specjalistów potwierdzają jej obawy. Nie zdoła w naturalny sposób zajść w ciążę. Kolejne zabiegi inseminacji nie dają oczekiwanych rezultatów. Wreszcie wraz z mężem decydują się na zabieg in vitro. Kalina w emocjach oczekuje na wyniki trzeciego zabiegu. Dzięki wsparciu męża nie poddaje się nawet wówczas, gdy jest przekonana, że próba zapłodnienia znowu się nie powiodła. Wreszcie nadchodzi dzień kontroli w przychodni lekarskiej…

Lena Skibińska jest nastolatką poturbowaną emocjonalnie przez los, jaki zgotowali jej rodzice. Aktualnie przebywa w rodzinie zastępczej, gdzie próbuje się zaaklimatyzować, jednak to wcale nie jest łatwe w obcym środowisku. Nie potrafi odnaleźć się wśród nastolatków podobnie jak ona uczęszczających do gimnazjum. Czuje się gorsza od nich i w taki sposób jest traktowana przez innych, nawet przez dyrektora szkoły czy pedagoga. Skrzywdzona przez najbliższych i osamotniona staje się łatwym celem dla człowieka, który zdaje się odczytywać i rozumieć jej potrzeby emocjonalne, choć w rzeczywistości chce wykorzystać jej niewinność. Dziewczyna nie dostrzega czyhającego na nią niebezpieczeństwa, wchodząc coraz głębiej w związek bez przyszłości…

Elżbieta Kos jest dojrzałą pięćdziesięcioletnią kobietą. W młodości studiowała w Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, tam też spotkała mężczyznę, który odcisnął piętno na jej życiu. Dramatyczna decyzja dotycząca dziecka wciąż głęboko tkwi w jej podświadomości i nie pozwala normalnie funkcjonować, doprowadzając ją do próby targnięcia się na własne życie,  dlatego od kilku lat jest pod opieką psychologa i stara się uporządkować swoje życie wewnętrzne. Zrezygnowała z pracy zawodowej i oddała się swojej pasji, jaką jest malarstwo. Radość czerpie z pracy w plenerze, gdzie może obserwować różnych ludzi, choć główną inspiracją dla obrazów są jej przeżycia i emocje, które usiłuje przelać na płótno. Kiedy już sądzi, że jest w stanie zapanować nad własnym życiem, jej spokój mąci pojawianie się Tadeusza, który wygłasza referat na temat miłości i jej znaczenia w życiu człowieka, jednocześnie przyznając się do tego, że sam nigdy nikogo nie kochał. To stwierdzenie staje się iskrą zapalną…



Okrutny los drwi z kobiet, a feralny wypadek splata ich losy…

niedziela, 10 września 2017

W LABIRYNCIE PYTAŃ - "FINEZJA UCZUĆ"



Przemyślenia w czasie urlopu zaowocowały stworzeniem nowego cyklu zatytułowanego: W LABIRYNCIE PYTAŃ. Konkurs, a w zasadzie zabawa odbywała się na mojej stronie na Facebooku. Przez trzy dni mogliście zadawać pytania związane z moją pierwszą powieścią pt.: Finezja uczuć. Okazuje się, że lubicie wyzwania i nie boicie się pytać, co mnie bardzo ucieszyło :)








Dziękuję za wszystkie pytania. Dzisiaj wyłoniłam trzy, na które zaraz odpowiem, a autorów nagrodzę zestawem zakładek. Gratuluję serdecznie :)







IZA BELA: Skąd pomysł na treść?
Pomysł opisania historii miłości księdza i mężatki zrodził się dość spontanicznie. Wiele takich historii znałam z opowiadań innych osób, dlatego łatwo było mi wymyślać i wplatać kolejne wydarzenia tak, aby całość była ciekawa i oddawała emocje ludzi, których miłość zaskoczyła, wywracając ich dotychczasowe życie. 

MAŁGORZATA ROLLA: Dlaczego taki tytuł, a nie inny?
Tytuł pierwotnie brzmiał Zhańbiona i wydawał mi się wymowny i jednoznaczny. Na etapie redakcji tekstu zaproponowano mi zmianę. Zaczęłam się zastanawiać, ale nagle dostałam zaćmienia umysłu. Tak bardzo byłam zafiksowana na ten tytuł, że nie potrafiłam się od niego oderwać. Z pomocą przyszła mi koleżanka, która od pierwszej napisanej przeze mnie strony wszystko wnikliwie czytała, dając mi cenne wskazówki. I tak to Ania zasugerowała mi tytuł Finezja uczuć, który przypadł mi do gustu.

ELCIA BIENIEK: Czy ta finezja kluczy w labiryncie?
Finezja, rozumiana przeze mnie jako główna bohaterka, rzeczywiście kluczy w labiryncie życia i w pewnym momencie musi wybrać którąś z dróg. Ma świadomość, że doszła do muru i nie może dłużej czekać. Alicja ma świadomość, że każda z podjętych przez nią decyzji zrani kogoś z jej bliskich. Miota się zatem, usiłując znaleźć rozwiązanie, które będzie najmniej bolesne. Nie jest to jednak łatwe. Jeśli zatem lubicie być tarmoszeni emocjonalnie, to jest to powieść dla Was :)

piątek, 8 września 2017

"MARZENIA KALINY" - ZAPOWIEDŹ PREMIERY

Jesienią tego roku ukaże się pierwsza część sagi zatytułowana Marzenia Kaliny. 

W powieści przypominającej konstrukcją fragment dziennika przeplatają się ze sobą losy trzech bohaterek, które na pozór wszystko różni. Są w innym wieku i z różnym bagażem doświadczeń życiowych. Mają zupełnie inne zainteresowania oraz usposobienie. Tym, co je łączy, jest pragnienie posiadania rodziny, którą utożsamiają ze szczęściem. Kalina, Elżbieta i Lena z różnym powodzeniem walczą o szczęście, mając nadzieję na lepsze jutro. Paradoksalnie Kalina, która uwielbia dzieci i na co dzień z nimi pracuje, nie może zajść w ciążę. Elżbieta nie potrafi uwolnić się od wspomnień, Lena zaś poszukuje swojej tożsamości, obdarzając zaufaniem niewłaściwą osobę. 

Jeśli zastanawiasz się nad tym, czym jest rodzicielstwo i więzi rodzinne, to jest to książka właśnie dla Ciebie...

niedziela, 3 września 2017

M. CZUBAJ NIE ZWALNIA TEMPA

Czy czytaliście którąś z książek Mariusza Czubaja? Jeśli nie, a lubicie kryminały, to czas to nadrobić. Dzisiaj polecam Wam "Kołysankę dla mordercy" i o śpiewaniu tu bardzo niewiele...

Jak zawsze proszę Was o podzielenie się swoimi spostrzeżeniami pod postem.

Zapraszam :)


niedziela, 27 sierpnia 2017

PISANIE OD KUCHNI

Pewnie wbrew oczekiwaniom napiszę, że jestem zdecydowanie bardziej uporządkowana i racjonalnie patrzę na świat, choć to wcale nie przeszkadza mi marzyć i mieć bujną wyobraźnie. Gdybym nosiła głowę w chmurach, nie napisałabym ani słowa, bo najzwyczajniej w świecie nie miałabym na to czasu. Praca pisarza to bardzo wymagające i wyczerpujące zajęcie, w którym nie ma miejsca na chaos. Potrzebna jest dyscyplina i świetna organizacja pracy własnej. Czasem piszę codziennie przez godzinę czy dwie i  taki system lubię najbardziej, ale nie zawsze jest to możliwe i wówczas siadam przed komputerem tylko wtedy, gdy mam chwilę.



Pisanie zaczynam od planu, czyli schematu ważniejszych sytuacji, do których dochodzą moi bohaterowie. Ważne jest też zakończenie. Od początku wiem, do czego chcę dojść na końcu. Opracowuję też portret pamięciowy moich bohaterów – wygląd, więzi rodzinne, relacje towarzyskie oraz miejsce akcji. Później już puszczam wodze fantazji i daje się ponieść emocjom...

czwartek, 24 sierpnia 2017

SIŁA REKOMENDACJI

Czytanie książki zawsze zaczynam od okładki i to nie tej z przodu, ale tej z tyłu. Dlaczego? To całkiem proste. Znajdują się tam najcenniejsze informacje o książce i o autorze. To są ważne wskazówki, które sprawiają, że decyduję się poświęcić mój czas na czytanie właśnie tej książki. 

Dlatego nic dziwnego, że zdecydowałam się poprosić o rekomendacje dwie autorki współczesnych powieści dla kobiet, które z pasją piszą o emocjach, przeżyciach i troskach, z jakimi borykają się ich bohaterki. 

Miałam nadzieję, że odnajdą w mojej książce refleksje na temat trudnych wyborów i wyzwań, jakie stawia przed główną bohaterką życie. Dylematy dnia codziennego Kamili połączone z bagażem doświadczeń z dzieciństwa i młodości, sprawiają, że lektura wcale nie jest oczywista...

A oto słowa, jakie znalazły się na okładce "W sieci uczuć":



niedziela, 20 sierpnia 2017

SAMOTNOŚĆ W POWIEŚCI "W SIECI UCZUĆ"

Uważam, że życie w wielokulturowym mieście jest bardzo interesujące. Sama pamiętam swój krótki pobyt w Londynie. Dosłownie chłonęłam wszystko to, co działo się wokół mnie. Nowi ludzie, ich zachowanie, poglądy, z którymi można dyskutować, wszystko to robiło na mnie wrażenie. Oczywiście nie można pominąć też nieporozumień wynikających z tego, że mieszają się różne kultury i wpływy. Na pewno życie w takim miejscu jest wyzwaniem i sprawdzianem dla nas i naszych zasad.

Tak właśnie było z Kamilą, główną bohaterką "W sieci uczuć". To w Berlinie poznała, czym jest prawdziwa przyjaźń, jak ważne jest wsparcie, ale również czym jest prawdziwa samotność...

piątek, 18 sierpnia 2017

PIĄTEK Z CYTATEM - TĘSKNOTA

Czasem tak w życiu jest, że bardzo za czymś lub za kimś tęsknimy i im bardziej staramy się o tym zapomnieć czy nie myśleć, tym jest gorzej. Cóż, jesteśmy tylko ludźmi... 

Najważniejsze, aby tę tęsknotę zrozumieć i zaakceptować, to ona kształtuje naszą osobowość i otwiera oczy i duszę na przyszłość...



niedziela, 13 sierpnia 2017

LATEM O "WIETRZE" M. CISZEWSKIEGO

To moja druga recenzja z cyklu "Subiektywnie o konkurencji". Tym razem opowiem wam o powieści Marcina Ciszewskiego pt.: "Wiatr". 

Jak zwykle czekam na wasze komentarze pod postem, które będą dla mnie cenną wskazówką, czego oczekujecie, o czym chcecie posłuchać?

Przyjemnego oglądania :)

piątek, 11 sierpnia 2017

PIĄTEK Z CYTATEM: NADZIEJA

Często miewacie wszystkiego dość? najlepiej wyszlibyście z domu i zamknęli za sobą drzwi na cztery spusty? Chcielibyście wyjść z pracy i nie musieć do niej wracać? Życie... Każdy tak miewa. niektórzy rzadziej, inni częściej, ale każdy marzy o tym, by coś zmienić - to właśnie jest nadzieja i od nas zależy, co z nią zrobimy dalej.

Nie poddawajcie się!

Nie pozwólcie jej odejść...


sobota, 5 sierpnia 2017

"BYŁ SOBIE PIES" POWALA NA ŁOPATKI

A dzisiaj zupełnie nietypowo - efekt wakacyjnego relaksu i burzy mózgów z moim synem i mężem, którzy stwierdzili, że jak nie teraz to, kiedy zacznę wprowadzać zmiany. I dlatego dzisiaj zamiast czytać moją opinię o powieści Był sobie pies, możecie wygodnie usiąść i obejrzeć. 

Od razu powiem, że to nasz debiut - mój przed kamerą, a syna - za kamerą i przy montażu. Bądźcie wyrozumiali ;) i dajcie znać w komentarzach, czy sprostałam wyzwaniu :)

Miłego odbioru...



piątek, 4 sierpnia 2017

PIĄTEK Z CYTATEM - STRACH

Strach i samotność stanowią parę. Boimy się samotności, gdyż nie kojarzy nam się dobrze. Samotność sprawia, że tracimy nadzieję na lepsze jutro, poddajemy się i zatracamy się w żalu i nostalgii. Choroba duszy bywa groźniejsza od pozostałych chorób, dlatego starajmy się nie poddawać, stawiać sobie kolejne, nawet najmniejsze cele i sukcesywnie do nich dążyć, bo życie za krótkie jest, by nam przeciekło przez palce.


środa, 19 lipca 2017

FRAGMENT "W SIECI UCZUĆ"

Gdy rano wstała, na stole miała już naszykowany zestaw kanapkowy wielkości XXL oraz termos z herbatą. Skrzywiła się na jego widok, bo stanowił ciekawy kontrast z tym, co od kilku tygodni widziała za oknem. Trzydziestostopniowe upały według jej matki w ogóle nie przeszkadzały w piciu gorącej herbaty. Dla świętego spokoju cały ekwipunek zapakowała do plecaka i zabrała się za jedzenie śniadania. Właśnie kończyła, gdy usłyszała pukanie do drzwi.
— Otwarte! — krzyknęła, myjąc swój kubek.
— Gotowa? — spytała Piotr.

— Możemy wychodzić. — Założyła plecak i pokazała na stojącą przy drzwiach torbę.
— Kamila, aż tyle tego masz? — zaniepokoił się, widząc czarne monstrum naprężone do granic możliwości. — Mówiłem, żebyś wzięła najpotrzebniejsze rzeczy.
— I tak zrobiłam — stwierdziła i nie czekając na jego dalsze narzekania, wyszła na zewnątrz. — Piotr, a ty gdzie masz swoje rzeczy? — zdziwiła się, widząc niewielki plecak wraz z przytwierdzonym do niego namiotem i śpiworem.
— Tu. — Pokazał na swoje plecy. — Większość rzeczy włożyłem na siebie, żeby mieć lżej.

Przez chwilę patrzyła na niego, zaskoczona. Wcześniej tego nie dostrzegła, ale rzeczywiście miał na sobie długie dresowe spodnie, kolorową koszulkę, a wokół bioder majtała się kurtka nieprzemakalna.
— Dasz radę w tym wszystkim dojechać? — zapytała ostrożnie.
— Muszę! — podniósł głos. — Też mogłabyś tak zrobić!
— Ja nie dam rady — pośpiesznie uprzedziła. — Nie mam takiej silnej woli, żeby w takim upale zakładać na siebie ciepłe ubrania.
— Dobra, przestań już marudzić, bo się spóźnimy — uciął temat, złapał za torbę i mocno ją szarpnął.

Na szczęście uszy były bardzo solidne i choć przez całą podróż wielokrotnie narażano je na szarpanie, pociąganie, wleczenie czy targanie, dzielnie stawiły opór barbarzyńcy.
Kiedy wreszcie dotarli na pole namiotowe, słońce było w zenicie. Zanim zaczęli rozkładać namiot, usiedli nieopodal molo i zajadając kanapki, podziwiali sielski krajobraz. Przenikliwy błękit nieba zdawał się łączyć i w pewnym miejscu zlewać ze szmaragdowym kolorem wody. Śmiech kąpiących się urlopowiczów jednoznacznie wskazywał na to, że jest to idealne miejsce na relaks.

Posileni, dziarsko ruszyli do konstruowania swej tymczasowej siedziby. Ponieważ niesforne drzewa zdążyły zrzucić na wybrany przez nich plac kilka kłujących szyszek, musieli je najpierw uprzątnąć. Kolejny punkt instrukcji wydanej przez Piotra, najwidoczniej zagorzałego miłośnika pól namiotowych, odnosił się do kwestii rozłożenia namiotu i starannego przymocowania go śledziami do podłoża. Cóż robić, jeśli śledzi brak, a sklep rybny nie wchodzi w rachubę?
— Nie mam pojęcia, co się stało z tymi śledziami! — zachodził w głowę, nerwowo drepcząc wokół rozłożonego na ziemi namiotu. — Jestem pewien, że były w worku.
— A może masz omamy? — próbowała zażartować, ale widząc reakcję Piotra, ucichła.
— Uduszę go! — krzyczał, kopiąc pusty worek. — Uduszę, gnoja!
Odsunęła się na bezpieczną odległość, obserwując rozwój sytuacji. Chłopak dyszał ze zdenerwowania, a na jego twarzy i na szyi dostrzegła czerwone plamy, które z każdą chwilą nabierały większej wyrazistości. Nerwowo przegarniał włosy, które, pozostawione w nieładzie, zakrywały mu oczy. Dopiero po kilku minutach zdołał ochłonąć.
— Paweł ostatnio brał namiot, bo jechał gdzieś z kumplami — wyjaśnił zrezygnowanym głosem. — A ja nie sprawdziłem, czy niczego nie brakuje.
— Nieźle zakręcony ten twój brat. — Starała się rozluźnić atmosferę, choć wcale nie było jej do śmiechu.
— Idiota nie włożył śledzi z powrotem do worka — gorączkował się. — Jak zwykle ma ważniejsze sprawy na głowie! Następnym razem takiego dostanie — dodał, pokazując niewybredny gest.

Sytuacja była nieciekawa. Nie mogli rozstawić namiotu, a za chwilę pewnie będzie się ściemniać. Jedyne, co im zostało, to zebrać swoje rzeczy i wrócić do domu. Pozostała jeszcze kwestia pieniędzy za pole namiotowe.

Kiedy poszli do właściciela placu i opowiedzieli, co ich spotkało, omal nie spadł z krzesła.
— Że niby czego wam brakuje? — pytał, trzymając się za duży brzuch, który podskakiwał za każdym razem, gdy jego właściciel zaczynał się śmiać. — Śledzi? — dopytywał, rechocząc. — A nie wystarczy okoń albo płotka? Bez problemu mogę coś skombinować.
Gdy w końcu zreflektował się, że jego dowcip tylko rozsierdził coraz bardziej zdenerwowaną parę, podniósł się z krzesła i podszedł do starej drewnianej szafy. A kiedy odwrócił się do nich, w ręku trzymał pięć metalowych haków, które w tej chwili były na wagę złota.
— Więcej nie mam. — Podał je Piotrowi.
— Damy radę. — Uśmiechnął się i wziął podarunek.
— Jak zgubisz, to za każdy policzę ci dychę — poinformował tonem rasowego biznesmena. — Stoi? — Wyciągnął dłoń, by przypieczętować transakcję.

Piotr kiwnął głową. Nie omieszkał też wypożyczyć wędek. Zabrał rzeczy i z powrotem poczłapali w stronę miejsca, w którym uprzednio próbowali rozbić namiot. Teraz jego rozstawianie poszło jak z płatka. Około dwudziestej drugiej Piotr zacierał ręce i z błyskiem w oku podziwiał swoje dzieło. Pozostało już tylko rozłożyć śpiwór. I tu właśnie pojawiła się kolejna komplikacja, o której wcześniej chłopak nie pomyślał. Zabrał ze sobą tylko jeden, bo więcej nie miał, ale on wcale nie był dwuosobowy. Przez chwilę niczym automat odgarniał włosy z czoła, gorączkowo szukając wyjścia z sytuacji. Kamila patrzyła na jego konsternację i uśmiechała się z politowaniem.
— Jakiś problemik? — zapytała przekornie.
— W zasadzie to nie — odpowiedział i zaczął ustawiać buty przed namiotem. — Mogę spać na ziemi, a przykryję się kurtką.
— Nie żartuj! — Uśmiechnęła się z przekąsem. — Co ty byś zrobił beze mnie? — zastanawiała się na głos. — Ja jestem przygotowana na każdą ewentualność. — Mrugnęła do niego.
— Tak? — Przygryzł wargi. — To znaczy na co?
— Wszystko to wszystko — stwierdziła i zaczęła rozpakowywać swoją torbę. — Otóż to! — obwieściła i w triumfalnym geście podniosła niewielki pakunek. — Może i mały, ale jest.
— Śpiwór? — Piotr aż przekrzywił głowę, by lepiej widzieć. — Jesteś niesamowita!
— I nie zapominaj o tym — skwitowała, rozkładając swoje posłanie.

Później rzuciła na nie jeszcze niewielką poduszkę, którą też udało jej się przemycić w torbie. On w tym czasie poszedł zarzucić wędkę. Chwilę to trwało. A może chwilę dłużej. Kamila straciła rachubę czasu, moszcząc ich tymczasowe posłanie i skrzętnie upychając do namiotu wszystkie zabrane z domu rzeczy.
— A co z kolacją? — zapytała, gdy wreszcie wrócił. — Mam jeszcze kanapki — zachęcała, wyjmując kolejną porcję prowiantu.
— Jedyne, na co mam teraz ochotę, to ty. — Przyciągnął ją do siebie i mocno wpił się w jej usta, pozbawiając ją tym samym oddechu.
Kiedy po chwili udało się jej oswobodzić, zaczerpnęła potężny haust powietrza.
— Nie uduś mnie — protestowała, choć niezbyt przekonująco.
— Mam zupełnie inne plany. — Uśmiechnął się wymownie i pociągnął ją do namiotu.

Zgrzyt zamka błyskawicznego od namiotu obwieścił, że właśnie jest zasuwany. Po chwili kolejny zgrzyt, ale tym razem odsuwanego zamka błyskawicznego w bluzie, którą Kamila zdążyła założyć wieczorem. Gdy wreszcie udało się jej z niej wyplątać, wciąż się całowali. Jego ręce błądziły po jej plecach, udach i piersiach, odnajdując tam kolejne strategiczne punkty, które wprawiały jej ciało w drżenie. Powoli zdjął z niej spodnie i koszulkę. Została w samej bieliźnie. Położył ją na miękkim śpiworze, ale gdy tylko dotknęła podłoża, niemal natychmiast podskoczyła.
— Co jest? — zaniepokoił się.
— O cholera! Coś mi się wbija w plecy — odpowiedziała i dłońmi zaczęła przeszukiwać śpiwór. — Mam! — wykrzyknęła, podając mu jego własny zegarek, który najwidoczniej rozpiął się i spadł.
Kiedy sytuacja była opanowana, wrócili do momentu, w którym przerwali. Pomału zsuwał z jej ramion ramiączka biustonosza. Delektował się dotykiem jej miękkiej skóry. Kamila nie pozostała bierna. Co i rusz zdejmowała z niego kolejne fragmenty odzieży i niedbale rzucała je za siebie.
Po krótkiej chwili uniósł się na łokciach i powiedział:
— Kocham cię.
Nie odpowiedziała, tylko objęła jego twarz i mocno go pocałowała, jakby to miało
zrekompensować brak słów. Drżenia rąk, pachnący miętą oddech, ciepło rozlewające się gdzieś w okolicach podbrzusza, taniec myśli, głośne westchnienia, ciche szepty…
Kiedy była bliska spełnienia, poczuła, że Piotr nagle się wyprostował i nasłuchuje. Spojrzała w tamtą stronę. Oprócz zielonych ścian namiotu niczego interesującego nie dostrzegła.
— Ciii — szepnął, a po chwili już naciągał spodnie.
— O co chodzi? — spytała, zupełnie zbita z tropu. — Coś się stało?
Jedyne, co teraz przychodziło jej do głowy, to podejrzenie, że pewnie ktoś kradł ich buty stojące tuż za namiotem.
— Złodziej? — spytała cicho, zarzucając na siebie bluzę.
— Dzwonek — wyjaśnił, również szeptem, i wyszedł na zewnątrz.
— Dzwonek? — powtórzyła i powoli wyjrzała z namiotu.

Wszędzie panował mrok. Z drugiej części kempingu dochodziły odgłosy wieczornych rozmów. Ustawiona nieopodal latarnia rzucała dostateczną ilość światła, aby dostrzec, że nikt nie kręcił się wokół namiotu, a buty jak stały, tak stoją. Dopiero po chwili spostrzegła Piotra, który nachylił się nad wędką i spróbował ją poderwać do góry. Patrzyła z zainteresowaniem, a gdy manipulacje przy sprzęcie wędkarskim niebezpiecznie długo się przeciągały, wreszcie włożyła buty i pomaszerowała do chłopaka, który najwyraźniej coś ściskał w dłoniach.
— Co robisz? — spytała, stając obok niego.
— Złowiłem rybę. — Pokazał jej swą zdobycz.
— I co z tego? — Usiłowała pojąć absurd tej sytuacji, która z intymnej zmieniła się w rybią.
— Było branie. Słyszałem dzwonek — wyjaśnił z miną niewiniątka. — Musiałem przyjść, bo by się żyłka zerwała.


Przez chwilę patrzyła na niego okrągłymi ze zdziwienia oczyma. Dzwonek? Branie? Ryba? Po tym pokrętnym tłumaczeniu, straciła wszelkie chęci do dalszej dyskusji. Bez słowa wróciła do namiotu, w ubraniu zakopała się we własnym śpiworze i usiłowała zasnąć. Ostatnia myśl, jaka tego dnia przyszła jej do głowy, nie napawała optymizmem. Przegrała z oślizgłą, zimną rybą.

niedziela, 9 lipca 2017

LATEM O "UPALE" M. CISZEWSKIEGO

"Upał" to po "Mrozie" (moja opinia tutaj) druga powieść Marcina Ciszewskiego jaką przeczytałam i tym razem także  jestem zachwycona.


Autor świetnie nakreślił akcję, która wydaje się być realna do bólu (nawet pytałam męża, czy mecz Polska - Niemcy odbył się naprawdę w czasie ME). Bohaterowie z krwi i kości. Oczywiście bohaterscy policjanci mają wręcz nadprzyrodzoną umiejętność wyczuwania wszelkich kłopotów na kilometr, ale mnie to nie przeszkadza i sprawiło, że pochłonęłam książkę jednym tchem. 

W ogóle lubię czytać kontynuację, bo wtedy nie muszę budować nowego obrazu postaci, a jedynie go uzupełniać. W tym przypadku obok znanych postaci pojawiły się nowe, co jeszcze bardziej rozbudziło moją ciekawość. 


Niezmiennie zachwycił mnie język. Krótkie zdania w ciekawy i jasny sposób opisują rzeczywistość. Naprawdę nie potrzeba więcej.

Czytając tę powieść, jedynie utwierdziłam się w przekonaniu, że sama nigdy nie napiszę powieści sensacyjnej. Dlaczego? Bo ten gatunek wymaga ogromnej wiedzy operacyjnej, niuansów z zakresu informatyki czy pirotechniki. Uwielbiam o tym czytać, ale kompletnie się na tym nie znam, więc lepiej pozostawić to fachowcom...

niedziela, 2 lipca 2017

BRAK WENY TWÓRCZEJ?

Jakkolwiek źle to nie zabrzmi, to muszę to powiedzieć głośno! Nie mam takiego stanu, jakim jest brak weny. 

Wena to przede wszystkim jasny umysł i chęć wysiłku intelektualnego. W moim przypadku jest tak, że albo mam siłę i jak to nazywam – wolną głowę do pisania, albo w ogóle nie siadam do laptopa, tylko idę się położyć do łóżka, ewentualnie poczytać książkę. Nie wyobrażam sobie, by tracić czas, siedząc i wpatrując się w pusty monitor, może jeszcze denerwować się przy tym na siebie i na otoczenie, bo coś mi nie idzie. Życie jest dostatecznie skomplikowane, dlatego nie trzeba komplikować go jeszcze bardziej. Lepiej zrobić coś innego. 

Przestałam walczyć ze swoim organizmem. To on mi mówi, co będzie dla mnie najlepsze, a ja po prostu tego słucham.

niedziela, 25 czerwca 2017

FRAGMENT "FINEZJI UCZUĆ"

"Finezja uczuć"
Rozdział I  
(fragment)

 - Co to za gbur, żeby mnie tak krytykować przy ludziach! – krzyknęła do męża.
- O czym ty mówisz?
- Ksiądz na mnie krzyczał z ambony!
- A dlaczego na ciebie? Przecież to Franek będzie miał komunię.
- No tak, ale niestety się spóźniliśmy, bo szef kazał mi dzwonić do wszystkich członków zarządu, żeby w jego imieniu przypomnieć im o planowanym na czwartek posiedzeniu rady nadzorczej. A poinformował mnie o tym oczywiście godzinę przed wyjściem z pracy. Wreszcie, kiedy skończyłam, w pośpiechu wybiegłam z biura i zabrałam tylko żakiet, ale zapomniałam wziąć z biurka kluczyki od samochodu i musiałam po nie wracać. Franka zabrałam prosto z treningu, ale nie mogłam przefrunąć nad samochodami wlokącymi się w korku. A ten myśli chyba, że w pracy piłam kawę i specjalnie się spóźniłam!
- Przesadzasz, pewnie zażartował z ciebie - skwitował Adam, który jak zwykle studził temperament swej żony.
- Ja przesadzam?! Tak mówisz, bo to na mnie wszyscy patrzyli z politowaniem! - nie dawała za wygraną.
- A ilu było rodziców z dziećmi?
- Nie wiem! Nie liczyłam!
- Pewnie, jak zwykle, w większości byli to dziadkowie, którzy nie pracują - spokojnie dokończył swą myśl.
Alicja milczała, analizując słowa męża, który raczej rzadko poddawał się emocjom i starał się w racjonalny sposób tłumaczyć ludzkie zachowania. Czuła się tam ośmieszona, choć w głębi duszy wiedziała, że nie zrobiła niczego złego. Przeciwnie, starała się tak zorganizować życie swojej rodziny, żeby wszystko funkcjonowało bez większych zarzutów, ale tylko ona wiedziała, ile ją to kosztowało nerwów.
Rano nigdy nie pozwalała sobie na to, aby budził ją dopiero drugi dzwonek budzika. Już po pierwszym wstawała i zaspana szła do Franka, budziła go i wspólnie szli do pokoju Antka. Kiedy chłopcy myli zęby, ona wskakiwała pod prysznic, żeby zmyć z siebie resztki snu, jednocześnie wydając polecenia synom, aby nie zapomnieli umyć twarzy i rąk. Adam skupiał się na własnej toalecie. Później szybko ubierała się w jeden z wielu garniturów, które była zobowiązana zakładać do biura. Zawsze jednak dbała o to, aby żakiet podkreślał jej nienaganna figurę, a spódniczka, choć sięgająca kolan, odsłaniała jej zgrabne nogi. Niski wzrost rekompensowała wysokimi szpilkami. Jeszcze dwa ruchy pędzla, którym delikatnie, acz w zdecydowany sposób kładła puder nadający twarzy świeżości. Tusz był zbędny, gdyż jej rzęsy były gęste i na tyle długie, że wyglądały niemal jak sztuczne. Ciemna oprawa niebieskich oczu subtelnie kontrastowała z delikatnymi rysami twarzy i miodowym kolorem włosów. Ponaglając domowników, schodziła do kuchni, żeby przygotować śniadanie.
Odwożeniem dzieci zajmował się Adam, który po drodze do banku, gdzie pracował od ukończenia studiów ekonomicznych, mijał podstawówkę chłopców. Franek, ich młodszy syn miał 9 lat i chodził do II klasy, a Antek był o 4 lata starszy i właśnie kończył szkołę podstawową.
Po absorbujących porankach energia Alicji nie spadała. W pośpiechu jechała samochodem do biura i już myślała o tym, czy dzisiaj szef pozwoli jej wyjść do domu o czasie, bo był to człowiek, który niekiedy nie rozumiał, czym jest życie rodzinne. Sam był rozwodnikiem i jak mawiał, jego miłością była praca. Niestety chciał tą miłością zarazić innych pracowników. Alicja miała zupełnie inną wizję miłości i obdarzała nią swego męża oraz synów, jednak nie mogła przeciwstawić się szefowi, gdyż w świadomości miała comiesięczne raty kredytu, jaki wzięli 12 lat temu, gdy podjęli z Adamem decyzję o budowie domku za miastem.
W końcu Alicja znowu się odezwała.
- Kretyn!
- Ej, przecież to nie ja ciebie wkurzyłem! – odgryzł się Adam.
- Ja nie o tobie, tylko o tym księdzu, który myśli, że może prawić kazania wtedy, kiedy chce. Co on wie o życiu? Idiota!
Wtedy też postanowiła, że postara się już nie rzucać w oczy księdzu i obchodzić go szerokim łukiem. Dzisiaj jednak obietnica odchodziła w zapomnienie, a czas działał na jej niekorzyść. Zostały jej jeszcze trzy faktury do wprowadzenia, a na zegarze było już grubo po 17. A przecież miała jeszcze wstąpić po Franka, który nie chciał zrezygnować z treningów aikido. Kolejny raz spojrzała na zegarek i postanowiła poprosić szefa, żeby pozwolił jej dokończyć pracę jutro. Szybko podniosła się zza biurka, ale nie zauważyła i potrąciła filiżankę z fusami po ostatniej kawie. Gdy się zorientowała, miała już na spódnicy plamę kształtem przypominającą Brazylię. Wściekła wpadła do łazienki. Szybko wyrwała trzy papierowe ręczniki i zaczęła je moczyć w wodzie, żeby wyczyścić plamę, ale nie udało się. Stwierdziła, że łatwiej jej będzie zdjąć spódnicę i wyprać ją w umywalce. Kiedy w końcu udało jej się to zrobić, otworzyły się drzwi do łazienki i do środka wszedł jej szef. Otworzył szeroko oczy ze zdziwienia, choć nie zdołał wydobyć z siebie żadnego dźwięku. Alicja zdrętwiała. Zażenowana zaczęła zakrywać się mokrą spódnicą, chlapiąc dookoła.
- Niezły performance – skwitował, szybko zamykając drzwi.


niedziela, 18 czerwca 2017

OGRÓD RÓWNA SIĘ ODPOCZYNEK?

Oprócz pisania i czytania książek uwielbiam przyrodę, dlatego każdą wolną chwilę spędzam wśród zieleni. 

Kocham kwiaty, dlatego wciąż przekopuję mój ogródek i każdego roku organizuję go na nowo, może nie do końca, ale zawsze mam w nim coś do zrobienia. 







Wówczas najlepiej odpoczywam psychicznie, a poza tym mam czas, by spokojnie wszystko sobie poukładać w głowie, by siadając do pisania nie zastanawiać się nad tym, co chcę opowiedzieć. 


Uwielbiam słodki zapach kwiatów i zieleń trawnika, po którym często chodzę boso.  To jest prawdziwa wolność, która mnie uskrzydla...